Starsze relacje

Skontaktuj się z nami i dodaj swoje relacje.

—————– Arka Gdynia —————–

Legia II Warszawa – Arka Gdynia 2000 r.
Relacja fana Arki Gdynia : Na ten mecz oczywiscie u nas specjalna moblizacja. Zbieralismy sie przy plazy na bulwarze. Wstepna selekcja i jedziemy w 2 wesole autokary. Jesli dobrze pamietam, to naliczylismy 99 osob raczej nieprzypadkowej ekipy… Bylo kilka smiesznych incydentow po drodze typu wyniesienie calego wielkiego kartonu cukierkow na dodanie energii… W Plonsku spotykamy sie z Lechem i Cracovia. Potem odbiera nas Polonia Warszawa, ktora nas sprytnie tak poprowadzila, ze omijamy policyjne blokady. I tak juz w grupie okolo 190 osob ruszamy prostu na stadion. Chwila zastanowienia, wjazd z brama i pojawiamy sie na zylecie. Wtedy z drugiej strony stadionu wybiega naprawde rzesza (L) i przydupasow. Zbiegamy z zylety i na tylach torwaru dochodzi do krotkiego spiecia, bo tak naprawde zdecydowana wiekszosc Legii od razu palila wrotki. Na klapsy zebralo sie
nielicznym i zaraz wkroczyla psiarnia i kordonem rozdzielila obie grupy. Te spiecie, bo ciezko to nazwac jakas wielka awantura pokazalo tylko, ze wystarczy naprawde zgrana, zwarta grupka na duzo wieksza liczebnie i jest pozamiatane. Od nas wszyscy w niebieskich przepaskach na dloni, aby nie bylo nieporozumien. Potem pojawiamy sie drugi raz na zylecie. (L) wpada znowu w szal, wlatuja na boisko kamionka zylety, 2 rozbite glowy u nas, ale ogolnie wyjebka juz, bo swoje pokazalismy i czas do domu. Psiarnia troche wariuje, ale w koncu wszyscy wracamy w dobrych humorach do domu, a Bosman podobn chodzil po boisku scisnieniowany z tekstem typu ”wiedzialem, ze tak bedzie…”

—————– Stomil Olsztyn —————–

29.03.2002 Górnik Zabrze 4:0 Stomil Olsztyn

53 kibiców Stomilu dojechało autokarem do Zabrza. Podróż minęła spokojnie i bez przygód. W Zabrzu olsztynianie meldują się ponad pół godziny przed meczem. Wolny czas wykorzystany został na zwiedzanie miasta. Stomilowcy spenetrowali między innymi okolice miejscowego dworca. W okolice stadionu fani OKS docierają tuż przed meczme. Pod kasami stoi sporo miejscowych (uzbrojonych). Goście bez dłuższego namysłu atakują dużą (ponad 100 osobową grupę) hanysów. Ci po wyrzuceniu sprzętu ewakuują się. W bójce nieźle ucierpiało kilku zaboli. Potem zabrzanie wzywają duże posiłki ze swojego stadionu, olsztynian przejmują psy i goście wchodzą na stadion. Na sektorze dla przyjezdnych 4 flagi. Doping ze strony Stomilu dość dobry, choć nieregularny. Górnika w młynie ok. 300 osób, choć często piłkarzy gospodarzy dopingował prawie cały stadion. Żabole wywieszają zabraną w Olsztynie 2 lata temu flagę STOMIL PONAD WSZYSTKO, którą w drugiej połowie porwali. Dopiero teraz postanowili ją zniszczyć, chociaż już wiele razy pokazywali ją na meczach. Mecz w wykonaniu naszych piłkarzy żenujący i niestety wysoka porażka.

13.04.2002 Zagłębie Lubin 3:1 Stomil Olsztyn

Grupa 48 fanów OKSu wyjechała na mecz do Lubina. Wyjazd bez obstawy psów. Droga minęła spokojnie. Pod stadionem w Lubinie olsztynianie dojeżdża w 20 minucie I połowy/ Zauważywszy przyjezdnych oczekujący kibice Zagłębia organizują grupę i biegną niezdecydowanie w stronę Stomilu. Ponieważ OKS się nie cofa następuje krótkotrwała walka, po której Zagłębie cofa się pod bramę, pojawiają się psy. Zagłębie ponownie zaatakowało Stomil, który rusza zdecydowanie na lubinian. Znowu krótka walka. MKS ucieka na stadion. Psy odprowadzają gości na ich sektor. Na meczu marna frekwencja. Gospodarze wciąż obrażeni na piłkarzy, nie wywieszają flag. Na sektorze dla przyjezdnych są 4 flagi. Piłkarze zaprezentowali się tradycyjnie słabiej niż olsztyńscy hools. Rozegrali beznadziejny mecz i przegrali. W drużynie Stomilu przyzwoicie zagrał jedynie Terlecki i Salami. Po meczu fani Stomilu opuszczają Lubin w asyście radiowozów. Psy eskortują Stomilowców aż do Gniezna. Pojawiły się informacje jakoby lubinianie jechali za OKS-em…

20.04.2002 Śląsk Wrocław 3:1 Stomil Olsztyn

Wyjazd do Wrocławia był trudny do zorganizowania ze względu, na fakt, iż Stomil rozgrywał dwa mecze na wyjeździe w ciągu 1 tygodnia. Ostatecznie busem do Wrocławia wybrało się 14 fanów. Podróż minęła spokojnie. Do stolicy Dolnego Śląska goście dotarli na sam początek meczu. Wrocławscy działacze wspaniałomyślnie postanowili wpuszczać kibiców za darmo. Niestety zapomniano poinformować, że dotyczy to jedynie kibiców gospodarzy. Dla kibiców gości zorganizowano bilety. Na sektorze był już 1 kibic Stomilu studiujący w Poznaniu. Razem na sektorze pojawiło się 15 osób. Śląsk wyraźnie oczekiwał na przyjazd konkretnej grupy z Olsztyna i pomimo, że mecz już się zaczął miejscowi hools czekali pod stadionem w dobrej ekipie. Zachowując środki ostrożności swoje flagi rozwiesili dopiero po wprowadzeniu OKSu na sektor. Stomilowcy nie mieli niestety ze sobą żadnej flagi, a jedynie kilka szali. Pomimo dużej frekwencji na stadionie młyn Śląska nie był duży, doping w dużej części robiła feta siedząca na krzesełkach. Mecz zaczął się bardzo dobrze, Maciek Terlecki strzelił bramkę z karnego po faulu na Florku, ale potem było już coraz gorzej, a w drugiej połowie wręcz beznadziejnie. Powrót kibiców Stomilu był spokojny. Dla fanatyków, którzy zorganizowali ten wyjazd należą się podziękowania, gdyż uratowali oni honor Stomilu. Dzięki temu OKS nie ma w tej rundzie wyjazdowego 0.

05.05.2002 Widzew Łódź 4:1 Stomil Olsztyn

Wyjazd honoru. Tak można nazwać ten wyjazd, ostatni w I lidze, na którym stawiło się 72 fanów OKSu z flagą Kraina Tysiąca Jezior. Niestety na zakończenie porażka piłkarzy, choć na osłodę gol G. Lecha młode piłkarza Stomilu. Po meczu 2 autokary, którymi przyjechali fani rozdzieliły się. Autokar ze słabszą grupą został zaatakowany kamieniami w okolicach Sochaczewa przez bliżej niezidentyfikowanych osobników (potem okazało się, że była to Petra). W całym zajściu ucierpiał autokar, jednak kierowca jechał dalej, nie zatrzymując się. Drugi autokar nie wiedząc jeszcze o całym zajściu jechał w stronę… Płocka. Po uzyskaniu niepokojących informacji z pierwszego autokaru, pasażerowie drugiego autokaru postanowili zmierzyć się z Petrą. Wstępnie było wszystko było umówione, jednak płocczanie rozmyślili się i do niczego nie doszło.

17.08.1996 Stomil Olsztyn 0:0 Legia Warszawa

Ten mecz cieszył się zrozumiałym zainteresowaniem. Olsztyn odwiedziła jedna z lepszych drużyn w kraju. Ze swoją drużyną przyjechało ok. 250 fanatyków Legii i 35 osób z Olimpii Elbląg. W dniu meczu na dworcach i w okolicach grasowały już mniejsze i większe grupy fanatyków Stomilu. DB wyłapali 1 flagę i szal Legii. Główna grupa Legionistów została zapakowana do wynajętego autobusu MPK i odprowadzona przez psiarnię na stadion. W ślad za nimi podążyła brygada Stomilowców, dzieląc się na mniejsze, niewzbudzające podejrzeń grupki. Rozpoczęło się poszukiwanie kibiców Legii na targowisku pod stadionem. Dwóch krawaciarzy udało się wyłapać, kiedy chłodzili się w cieniu drzewek. Na pytanie skąd są i komu kibicują odpowiedź była bardzo wymijająca i nieszczera. Ogłosili się kibicami Stomilu! Bardzo śmieszne, bo po sprawdzeniu dokumentów okazało się, że zamieszkują w … Wołominie pod Warszawą. Sprawa stała się całkowicie jasna, kiedy jeden miał na pasie napis w stylu Legia hools, czy coś w tym rodzaju. Chłopaki dostali dżentelmeńską propozycję walki na solo, ale i tej propozycji nie przyjęli. Po skrojeniu kilku drobiazgów i odśpiewaniu kilku piosenek na cześć Stomilu zostali puszczeni na sektor przyjezdnych. Przed meczem na stadionie były kłótnie z psami, gdzie mają być rozwieszone flagi. Na znak protestu w ogóle zrezygnowaliśmy z wywieszania flag, rozwieszając jedynie skrojoną Legii. Sam mecz rozczarował swym poziomem. Najciekawsze wydarzenia miały miejsce po meczu. W ciepłym sierpniowy wieczór na stacji Gutkowo w Olsztynie zaczęły zbierać się grupki uzbrojonych fanatyków Stomilu. Przyświecał im tylko jeden cel: obić Olimpię Elbląg. Ok. godz. 21 miał wjechać na peron pociąg z grupą elbląskich przyjaciół Legii. Na gutkowskiej stacji zebrało się w sumie 30 kiboli OKS uzbrojonych w pały, kamienie i kosze. W pociągu jechało ok. 35 fanów Olimpii. Jechali również kibice Stomilu z Morąga, którzy pociągnęli hamulec. Atak nastąpił z dwóch stron, a kibice z Elbląga zostali ostro obtłuczeni i skrojeni z barw. Łupem padło 12 szalików i 1 flaga Olimpii. Elbląg praktycznie się nie bronił.

07.03.1998 Ruch Chorzów 2:1 Stomil Olsztyn

Dla wielu chłopaków to było oczywiste, że trzeba dobrze rozpocząć rundę wiosenną i wyruszyć do dalekiego Chorzowa. Mi przypadło chwilowe obrażenie przyjaciela(miał przysięgę). W Olsztynie jeszcze zamieszanie kołowanie po dzielnicach i budzenie śpiochów + organizacja zapasów na długą podróż do palenia w busowym piecu. Skład bardzo zgrabny 2 busy (28osób) wyruszyły zabierając po drodze 2 braci z Polonii Bydgoszcz. Terminarz tak wypadł ze liczyliśmy na jakieś przygody na PKP w Częstochowie, bez szalików bez balastu udajemy się szukając wrażeń. W jednym z „kurników” widać poruszenie, jakiś biegania i od razu próbujemy tam się dostać… niestety w przejściu miedzy peronami wąsy i soki z psami. Później się okazało ze to jakaś wycieczka (L) jadąca na swój wyjazd. Cześć z nich miała nie miłe przygody z naszym pociągowymi jadącymi z Gdyni. W samym Chorzowie nieprzewidziane zdarzenia spowodowane remontami dróg. Przez nikogo nie niepokojeni wyjechaliśmy niedaleko kas Ruchu!! Tam widać jak horda miejscowych się rozpędza na nasz widok…ilu ciężko powiedzieć 60-80. Wysiadamy z busów, stajemy, zamieszanie małe, czekamy, między nami w zasadzie 2-3 milicjantów. Zapał Ruchu czym się przybliżali spadał aż w końcu staneli i jedynie jakieś okrzyki Okazja była przypadkowa ale bardzo dobra, zabrakło zdecydowania ze strony Ruchu. Nie cofnęliśmy się nawet o metr…nie dając im możliwości ataku. Pożnie już 0 atrakcji, stadion doping i powrót. Na kilka rat dojeżdżają pociągowi i razem na sektorze 43 Stomilowców. Po meczu chcieliśmy się zabrać wszyscy + pociągowi ale psy i przeciążenie nie pozwoliły dojechać zapchanym busom i było odwożenie na potsi do Częstochowy. Z nami na pewno 2 osoby z Bałtyku Gdynia, choć już zgoda była zerwana.

Halowy turniej 25.01.1997 Olsztyn

Przerwa zimowa to fajna okazja na atrakcje inne niż przy ligowych spotkaniach. Każdy w głowie miał „Spodek” i możliwości które daje hala. Skład turnieju pozwalał myśleć, że i na naszej Uranii może coś się wydarzyć. Bo zaproszeni byli np.: Lechia Gdańsk i Jeziorak Iława. Nie wiedząc kto i którędy przyjedzie ktoś tam obczajał PKP ale generalnie od samego wczesnego ranka zbieraliśmy się pod halą.

Na spokojnie bez eskorty podjechał autokar, jakoś nie specjalnie braliśmy pod uwagę że to kibicowski. Za kilka chwil się okazało że to dobra banda z Gdańska. Lechia przypuściła szturm na który nie mieliśmy na początku odpowiedzi. Zbijając się ponownie w grupę na parkingu ruszyliśmy do walki. Grube starcie, fruwały różne przedmioty. Ranni i obici po obu stronach. W starcie wmieszała się mocno milicja. Jeden nadgorliwiec nawet celował z ostrej do śp. Plecha. Nie dało się przy naporze mundurowych walczyć dalej. Jedna z pierwszych naszych dobrych walk z przeciwnikiem z górnej półki, Olsztyn odwiedziły Młode Orły.

Po chwili z grubym nie dosytem podjechała Polonia Bydgoszcz, ogólnie coraz bardzie frekwencja rosła pod halą. Lechia Gdańsk nie została przez wąsów wpuszczona. Z kolei po wydarzeniach pod halą Jeziorak Iława został cofnięty już z naszego pkp. Bawiliśmy się niestety na hali sami wyśmienicie ze zgodami Polonią Bydgoszcz i Bałtykiem Gdynia. Hala wypełniona śpiewy zabawa i nawet meczyki przerwane. Szkoda tylko że zabrakło podczas turnieju innych kiboli na pewno było by jeszcze fajniej!

25.07.98 Gks Katowice – Stomil Olsztyn. Startujemy w wakacyjną noc do Katowic w 41 osób + 5 Polonia Bydgoszcz. Skład nastawiony na zwiedzanie Polski bez barw, początek mody taki wycieczek. Trasa spokojna w Inowrocławiu dosiada się Pogoń Lębork, jechali na zgodę do Bełchatowa. Ponoć wybierali pociąg, żeby na nas nie trafić heheh zonk. Obyło się nawet bez krojenia (szaliki w rękawach i gaciach), lekkie terror ale tego dnia nie mieliśmy w planach ściągać na siebie służby zamieszaniem z Lęborkiem. Katowice to już obstawa i wakacyjna słaba frekwencja Gks-u. jedyne nasze okrzyki to „Ch.. nas to obchodzi” bo cisnęli chyba dla 3/4 klubów oraz mój ulubiony „Raz, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć, siedem, osiem” hehe (musiałem to napisać). Powrót to już zupełnie inna sprawa. W Sosnowcu obcinka Zagłębia, raczej nie pozostawiająca złudzeń, że (L) która ma za tydzień wyjazd do Olsztyna może „gdzieś” być. Delikatne dozbrajanie pociągu i oczekiwanie, podziały na składy do walki przy drzwiach po obu stronach. Dojeżdżamy do Warszawy Zachodniej, jechaliśmy „Pogorią” pociąg wakacyjny wagonów od zajebu a na peronach pełno Legii, góry kamieni, kosze. Oni przez chwilę zdezorientowani, nie wiedzą gdzie jesteśmy, do momentu aż S. otwiera okno z okrzykiem „ej Chu.. tu jesteśmy”. Generalnie to rozpoczęła się III wojna na peronach.
Atak (L) na początku jesteśmy w stanie się tylko bronić, lata wszystko, kamienie, kosze, pałki, paski, podkłady kolejowe, kible… co było do ataku i obrony. Pierwsza próba kontrataku kończy się nie do końca powodzeniem z jednej strony wycofujemy się do pociągu ale już z drugiej chłopaki tańczą na peronach. Po chwili następuje już frontalny atak i (L) jest wyparta z peronu do tunelu. Tam kolejne starcia, niestety ja już wam tego nie opisze nie brałem udziału w dalszych harcach 😉 rany nie pozwoliły hehe. Całość trwała naprawdę długo, ranni po obu stronach. Ale zadowolenia bandy Stomilu z tej nocnej walki nikt nam nie odbierze !!
STOMIL !! OLSZTYN !! FANI CHULIGANI !! Ten okrzyk długo jeszcze się niósł po dworcu… „

—————– KKS Kalisz —————–

Fragment relacji kibica KKS Kalisz odnośnie wydarzeń około meczowych KKS Kalisz – Arka Gdynia, 2000 rok:

„Pod koniec meczu dostaliśmy od jednego z naszych wiadomość, że Arka siedzi pod teatrem na piwku. Zebraliśmy szybko ok. 20 chętnych i ruszyliśmy przez park pod teatr. W tym czasie jedno auto już tam podjechało. Niestety chłopaki ruszyli na śledzi, zanim zdążyliśmy dobiec. Samochodowi w 3osoby wyskoczyli an siedzących pod parasolami śledzi, którzy jak się okazało bez sprzętu nie stawili oporu. Od razu 3-4 z Arki padło na glebę., załapując się na kopy, jeden nawet wydawał z siebie błagalne dźwięki. W tym momencie my wbiegliśmy na most przed teatrem, co wywołało odwrót Arki. Gdynianie dopiero wtedy pokazali, na co ich stać. Gdy zaczęli uciekać, jeden z nich zatrzymał ich dając do rąk sprzęt wyciągnięty z busa. Nikt z nas nie liczył się z takim obrotem sprawy, więc za chwilę to Arka wymachując maczetami zaczęła nas gonić. Uciekliśmy kilkanaście metrów,ale 2 z nas zostało na moście. Jeden wskoczył do rzeki, a drugi dostał pałą w łeb i cały się zakrwawił. W tej walce Arka zraniła także jednego małolata od nas, który przypadkiem znalazł się w tym miejscu. Miał może z 13-15 lat, a gość z Arki uderzył go maczetą w rękę. Młody jest inwalidą, maczeta rozcięła mięśnie i ma bezwładną rękę …

Źródło: „Rycerze Kalisza”

—————– Górnik Zabrze —————–

 25.11.2000. Pogoń Siedlce – GÓRNIK ZABRZE (Puchar Polski)

Zbyt wiele nie pamiętam,gdyż czas skutecznie zaciera poszczególne sytuacje.
Na mecz zorganizowaliśmy zbiórkę już dzień wcześniej wieczorem.Wyjechaliśmy nocnym pociągiem w stronę Warszawy. Pamiętam,że w czasie podróży mieliśmy non stop akcje w pociągu z policją. Strasznie się nas o wszystko czepiali. Wyrzucają kilka osób na stacjach, między innymi w Częstochowie.
Przesiadkę mieliśmy na stacji Warszawa-Wschodnia,gdzie byliśmy około 4 lub 5 nad ranem. Widzieliśmy kilku legionistów z grupy TB’95 którzy urządzili sobie rozgrzewkę pod dworcem. Robili przysiady i rozciągali się…co wywołało poruszenie u niektórych,śmiech u innych. Całą sytuację było doskonale widać z naszego peronu. Jednak do niczego nie dochodzi z racji tych co zawsze.
Po kilku godzinach oczekiwania,wsiadamy do pociągu w stronę Siedlec.

Tam przejmuje nas miejscowa policja. I tu przeżywamy prawdziwy szok. Komendant na naszą cześć przygotował uroczystą przemowę i chce rozmawiać z naszym przedstawicielem. Wydelegowany zostaje J…. Policjant przedstawia się z imienia,nazwiska,stopnia i pyta: a pan jak się nazywa? Na to J…. mówi: Marian Koniuszko. Na co policjant odpowiada: Ha Ha bardzo śmieszne panie J…. ( i podaje jego nazwisko). Trzeba było widzieć wtedy nasze miny. Wszyscy w szoku. Policjant pyta się jak chcemy spędzić czas do meczu. Postanawiamy posiedzieć w jakimś lokalu i ostatecznie pada na bar dworcowy.
Muszę przyznać,że po raz pierwszy w tamtych czasach spotkaliśmy się z sytuację gdzie miejscowi policjanci zwracali się do nas kibiców kulturalnie i z szacunkiem. Pytamy policjanta skąd wiedział jak kolega ma na nazwisko? Ten tylko się uśmiechnął i mówi: a M.. jest? a B…? Widocznie obawiali się naszego przyjazdu i otrzymali z Zabrza informację o najbardziej aktywnych kibicach Górnika.

Na stadion idziemy na 2 godziny przed meczem. Gdy wchodzimy na obiekt,spiker mówi: Witamy serdecznie kibiców Górnika Zabrze z grupy TORKIDA pod przewodnictwem pana M… J… co wywołuje u nas salwę śmiechu. Przechodzimy przez płytę boiska na nasz sektor,który znajdował się na skraju jednynej trybuny. Policja zostaje poza obiektem a nas pilnuje kilku miejscowych rugbystów,których Pogoń zatrudniła jako porządkowych.

Mecz z Górnikiem Zabrze wywołał ogromne poruszenie w całym mieście. Na kameralnym stadionie zgromadził się nadkomplet publiczności. Jako,że nie było na nim sztucznego oświetlenia,mecz rozpoczął się w godzinach przedpołudniowych. Od miejscowych odgradzała nas tylko mała barierka i taśma ostrzegawcza,oraz kilku wspomnianych rugbystów. Na metrowym płotku wieszamy jedną flagę: Będziemy z Tobą aż do śmierci. Naszej dokładnej liczby nie pamiętam, ale mogło nas być coś między 60 a 100 osób.
Młyn miejscowych sympatyzujący z Legią ulokował się nieopodal nas. Mieli jakieś małe flagi w barwach,kilka baloników i kilka sztuk serpentyn. Gdzieś w przerwie z ich strony poleciały na nas bluzgi,albo jakaś butelka Już nie pamiętam. Faktem jest.że momentalnie ruszamy na nich. Spora część miejscowej publiczności widząc co się dzieje ucieka w popłochu. Kilku dostało parę kopów i wszystko się uspokaja. Rugbyści proszą o spokój,apeluje również spiker. My wracamy na swoje miejsca. Na stadion wchodzi policja która pilnuje nas już do końca meczu.
Górnik wygrywa 2:0 i przechodzi do następnej rundy rozgrywek Pucharu Polski.
Po meczu policja odprowadza nas na dworzec. Za nami podąża tłum miejscowych,który jest do nas bardzo wrogo nastawiony. Bluzgają na nas. Na dworcu przejmuje nas katowicka prewencja i wsiadamy do pociągu. Widzimy jak policja rozgania miejscowych małolatów którzy w okolicach dworca czaili się z kamieniami.
Podróży powrotnej w ogóle już nie pamiętam. Widocznie nie wydarzyło się nic godnego uwagi. Ktoś dostał kredyt,policja się do kogoś przyczepiła. Ale to zawsze było normalne w tamtych czasach.

Bardzo lubię mecze Pucharu Polski. Zawsze można pojechać na jakiś egzotyczny wyjazd,który pamięta się latami. Bo jak było się w Łodzi czy Warszawie po kilkanaście razy,to napewno taki wyjazd to niezwykły rarytas dla koneserów meczy wyjazdowych.

HSV – Górnik

W 6 osob z Rudy Sl wybralismy sie na ten szpil z biura w Katowicach nie pamietam nazwy – jedna z osob zajmowala sie w owczesnych czasach „turystyka zarobkowa” i miala dobre kontakty w samym biurze
ok 50 os w „klimatyzowanym” busie w tym ponad 40 spekulantow zaopatrzonych w sztangi fajek spiryt i inne gazdety
w trakcie wycieczki pewne bylo to ze bedzie co kurzyc gorzej juz z finansami
jako ze bylem najmlodszy z grupy – uczylem sie – nie smierdzialem zbytnio groszem ale od czego sie ma kolegow
podroz spokojna w busie przygotowania szmuglerow do przekraczania granicy itd itd
na granicy incydent w wykonaniu kumpla ktory zostal zabrany na osobistą bo … nie posiadal bagazu podrecznego
po godzinnym postoju ruszamy dalej – kilka postojow na tanksztelach i okolo godz 8 rano docieramy do Hamburga
pierwsza rzecz to zlokalizowanie Aldika i zakup browarow pozniej posilek w knajpie i ruszamy na zwiedzanie miasta w trakcie ktorego spotykamy pojedyncze grupki kibicow w szalach Gornika i nie tylko …
na jednym z placow rozmawiamy z kilkoma miejscowymi Polakami ktorzy okazuja sie byc kibicami Legii – co tam slychac w kraju itd itd
zmeczenie daje sie we znaki i postanawiamy w jednym z parkow uderzyc w kimono …. po kilkudziesieciu minutach pobudka i zielone mundury przystepuja do inwigilacji zaczyna sie sprawdzanie papierow wywiad srodowiskowy itd itd
pozniej wszystko toczy sie blyskawicznie kibicow Gornika wraz z miejscowymi Polakami z godziny na godzine przybywa i zaczynaja sie spiewy – odlaczamy sie i kierujemy w strone stadionu po drodze zabiera nas jakis bus i juz po kilkunastu minutach jestesmy pod stadionem
tak jak Duch pisal okrzyki pod adresem HSV – Hamburg Szajse oni na nas tez cos ale bez powazniejszych zgrzytow
wchodzimy na stadion bez wiekszych problemow i lądujemy na sektorze w ktorym juz byli kibice naszego klubu
z meczu niewiele pamietam bo wiekszosc czasu odsypiam na stojąco 🙂
bramka Jegora – dajemy czadu 🙂
od tego momentu nasz doping jest jedynym slyszalnym na stadionie
w drugiej polowie na dole zaczyna sie pojawiac sporo zielonych a z lewej dolnej strony trybuny wylaniaja sie miejscowi i cos tam pokrzykuja w naszym kierunku – cos tam odpalają i uciekają – o co im dokladnie chodzilo nie wiem do dzis 🙂
po meczu jakies prowokacyjne zachowania kibicow HSV na parkingu ale zieloni tlumia wszystko w zarodku …. pakujemy sie do jakiegos busa na i jedziemy do centrum tutaj czekamy prawie 3h na transport do Opola
w Opolu jestesmy rano pozniej jeszcze 2h czekania na cug do Gliwic i busem do R.Sl
wyjazd elegancki ale bardzo meczący
p.s mielismy tez maly incydent w Hamburgu przed meczem – inne czasy i nie warto do tego wracac

15.06.1994. Legia Warszawa – GÓRNIK ZABRZE

W owym czasie miałem 15 lat. Wtedy to jeździłem tylko na te najbliższe mecze derbowe. I w końcu nadchodził mecz Legia-Górnik, który miał decydować kto zostanie Mistrzem Polski’94. Prosiłem rodziców,aby pozwolili mi jechać. Odmówili. Wraz z kolegami pojechałem na dworzec na zbiórkę. Tam był już tłum kibiców Górnika. Wszędzie chóralne śpiewy oznajmiające ,że to Górnik zdobędzie Mistrza. Główna ekipa świętowała w ogródku piwnym koło targu.Nie wytrzymuje i razem z kolegami postanawiam jechać.
Pociąg. Pierwsza przesiadka Zawiercie. Ktoś ”zgubił” portfel z całą wypłatą. Z nami w pociągu ponoć jechał ktoś z Zagłebia Sosnowiec i mile tej wizyty nie będzie wspominał. POCIĄG GROZY,wówczas tak się mawiało. W międzyczasie jakiś pijany,starszy kibic KSG zabiera mi mój szalik. Jestem załamany. Powiedziałem o tym jednemu gościowi,dzięki któremu odzyskuje pasiaka. I znów jestem szczęśliwy.
Następna przesiadka Koluszki. Jest grupka Widzewa za płotem i za torami. Nasi atakują i gonią widzewiaków. Policja nie może sobie poradzić. Proszą o spokój,a jeden z nich woła: ”Panowie wracajcie,bo zaraz macie pociąg,…w Warszawie się zabawicie….”.
Stacja docelowa-Warszawa Centralna. Jest telewizja i lecimy na żywo w Teleexpresie. Na stadion idziemy piechotą. Po drodze dołącza do nas kilku z Arki z flagą ”ARKA REDA”. Jesteśmy pod stadionem,a mecz już trwa. Kasy oblężone. Wszyscy jak najszybciej chcą wejść. Straszny tłok. Ktoś wyrywa kasjerce plik biletów. Wpada policja,zamieszanie,…spokój.
Wchodze na stadion. SZOK. Nadkomplet. Ludzie oglądają mecz z jupiterów, reklam i drzew. Stadion dosłownie pękał w szwach. Chłopaki od nas chcą wywiesić flage na płocie. Policja nie zezwala. Awanturka…. Trwa to chwilkę. Uspokaja się. Ostatecznie flagi wieszamy na ławkach w sektorze.
JEST NAS OKOŁO 450.
Końcówka pierwszej połowy. Marek Szemoński….. Jeeeest! 1:0 dla Górnika. W tym momencie jesteśmy Mistrzami. Na naszym sektorze fiesta.
Druga połowa to już SKANDAL,o którym nawet nie mam ochoty pisać. Sędzia Redziński, 3 czerwone kartki dla piłkarzy Górnika, wyrównanie Legii na 1:1…..
Mecz ma się ku końcowi. Sędzia gwizda aut. Fani Legii myślą,że to koniec meczu i wybiegają na murawe. Wystraszony sędzia kończy mecz przed czasem. Legia zostaje Mistrzem.
Jestem załamany i mam łzy w oczach. …a miało być tak pięknie….
Kibice Legii świętują na murawie. Kilku z nich obrzuca się z nami połamanymi ławkami. Leci parę rac.
Wracamy…. smutni i wściekli…
Na Centralnym czekamy długo na pociąg. Pojawiają się dziennikarze. Robią wywiady o meczu.
Jestem w domu o godz.6 rano. Wita mnie z okna zatroskana i zapłakana mama. Nawet nie zdawała sobie wtedy sprawy,że to dopiero początek….
15.06.1994.Legia-Górnik 1-1. Ten mecz był dla mnie wyjątkowy. Był to mój pierwszy tak daleki wyjazd. Od tego spotkania wciągnąłem się w kibicowanie Górnikowi na całego.
I jeszcze jedna ważna sprawa.Po tym meczu zaczełem patrzeć na futbol z zupełnie innej perspektywy

—————– Zagłębie Sosnowiec —————–

Promień Żary – Zagłębie Sosnowiec – 22.03.2003 – „Wyjazd do Żar był jednym z najdalszych w tym sezonie. Jako że w jedną stronę jest prawie 400km , oraz że do tego pogranicznego miasta pociągiem dojechać jest trudno, postanowiono że w tą daleką podróż udamy się busami. Na miejscu zbiórki pojawiło się dokładnie tyle osób, ile potrzeby aby zając wszystkie możliwe miejsca w busach (25 osób). Około godziny 9.00 ruszyliśmy w drogę. Podróż minęła bez żadnych przeszkód , prócz drobnej awarii jednego z „dyliżansów”. W Żarach jesteśmy około godziny 14.00 (mecz rozpoczynał się o 16). Postanawiamy uderzyć na miasto, gdzie cała wycieczka podzieliła się na kilka grupek. 30 minut przed meczem, już w kompletnym składzie udajemy się w stronę stadionu, kupując bilety za 2zł (zniżyli nam z 5). Siadamy w prowizorycznej klatce dla gości i kilkoma okrzykami zaznaczamy swoją obecność. Trzeba zaznaczyć że każdy kto chciał mógł wyjść sobie z klatki a nawet ze stadionu ! I tak co kilka chwil grupka sosnowieckich fanów „uderzała” do sklepu niedaleko stadionu w celu uzupełnienia „płynów”. Ponadto piwko sprzedawane było także na stadionie ! Miejscowi nie prowadzą młyna, nie posiadali także flag, jednak podczas meczu rzucili kilka serpentyn, odpalili także saletrę i wulkany. Z naszej strony papierki, a pod koniec meczu 5 wulkanów. Po meczu piłkarze dziękują nam za przybycie oraz doping (który był sporadyczny). Razem z „grajkami” śpiewamy rożnego rodzaju piosenki. Po wspólnej radości spokojnie wychodzimy ze stadionu i udajemy się do busów. Po chwili jesteśmy już w trasie. Za Opolem kontaktujemy się z Polonią Bytom, w celu umówienia się na walkę. Bytomianie informują nas że czekają w swoim mieście. Informujemy ich że odezwiemy się za 40-50 minut i dogadamy wszystkie szczegóły walki. W Bytomiu rozdzielamy się i jednym busem przejeżdżamy koło Polonistów – jednak nas nie zauważyli. My się nie zatrzymaliśmy ponieważ rywali było około 40 ze sprzętem, nas natomiast 15. Po około godzinie dzwonimy do Polonii, informując że możemy wyjaśnić sobie wszystkie „nasze sprawy” w walce banda na bandę w Czeladzi. Pytamy otwarcie czy przyjadą jednak oni wyzywają nas od frajerów i dziwią się jak mogliśmy przejechać przez Bytom. Ostatecznie Bytomianie nie zdecydowali się na walkę w Czeladzi ciągle nas wyzywając. Po kilku minutach w kilka aut udajemy się do Bytomia , by jednak zlać Polonistów. Na miejscu wyłapujemy tylko pojedyncze osoby które dostają oklep po czym wracamy do Sosnowca. Podsumowując mogło być ciekawie, lecz ostatecznie nic konkretnego się nie wydarzyło. Cieszy przyzwoita liczba na tak dalekim wyjeździe, oraz wysokie zwycięstwo piłkarzy. Na koniec pozdrowienia dla wszystkich uczestników wyjazdu.”

—————– Legia Warszawa —————–

[ 11.08.99 ] W sobote w Nowym DMaz odbylo sie widowisko pseudosportowe typu mecz pilki kopanej,podczas ktorego doszlo do lekkiej awantury na stadionie Switu.Pod koniec pierwszej polowy grupka T.B 95 wraz z Turystami przyatakowala Slask. Grupa ze Slaska tak okolo 50-60sztuk.Na poczatku nie kucneli,bronili sie a nawet momentami kontrowali, nastepnie wdaly sie w to kundle w zwiazku z czym nastapil skondensowany polaczony atak warszawsko- wroclawski. Policja wyciela z laczka ponoszac ciezkie straty. Potem sie uspokoilo. W trakcie przerwy zaproponowalismy Sląskowi walkę, ale stwierdzili że nie mają dobrych sił na walkę z nami. Jeden chciał iść solo, co było bardzo śmiesznym zdarzeniem – przypomniały mu się chyba czasy szkolne.Padła jeszcze propozycja spotkania się w Oleśnicy lub innym neutralnym terenie. Z tego wszystkiego dochodzę do wniosku że wszyscy są mocni w gębie [B. – TB’95]

[ 07.08.99 ] amica wronki v legia [ ok. 100 os.]. Wyjazd do Wronek kolejny raz nie został zorganizowany i do tej niewielkiej miejscowosci dotarlo nas tam około 100 osób [ przy naciągajacym liczbę ,oku autora] . Nie jest to oszałamiajaca suma , prędzej mozna by rzec – przynoszaca bardziej ujme niz chlube. Zadne tlumaczenia typu : dzień powszedni ,wakacje itp. nie sa tu argumentem usprawiedliwiajacym. O tyle ,ze w Zabrzu pojawila sie prawie wyłacznie mlodzież ,to tu we Wronkach : bez wyjatkow : zero straszych. [ Pociag IC relacji wawa – poznan wyruszl z wschodniej o 12.30 . Szczątkowa wrecz liczba warszawskich fantykow miala sie zameldowac w stolicy wielkopolski o 15.38. Po drodze : Kutno – spokoj , Konin – spokoj i pusto. BEz przeszkod docieramy do Poznania o planowanym czasie . Na dworcu głownym tez cisza + zalewdnie kilku f. prewencji. Brak Leszka staje sie troche podejrzany ,ale bez wielkich zakłocen udajemy sie na peron 1 ,gdzie za 20 min. mial odjezdzac podmiejski w kierunku Wronek. Atmosfera iście sielankowa i o 16.05 wyruszamy . Po drodze zatrzymujemy sie m.in na „Poznań Wola” [niedaleko stadionu Lecha] , oraz ‚ciut’ dalej w Szamotułach – spokoj. Około 16.50 dobijamy do celu .Po opuszczeniu pociagu oprócz naglej gigantycznej ulewy ,mamy powitanie przympominajce zgoła pamietne spotkania z Lechem : kilka więźniarek ,kilkanascie busów , antyterror ,helikopter …etc. [ Tak wiec bez przeszkod docieramy do stadionu ,nastepnie do swojego sektoru. Najpierw jednak kasy biletowe : Stolica przyjechala wiec nie moga byc one tanie : po 15 PLN od głowy . Przed wejsciem stoi kilku-osobowa grupka fanow Pogoni . Nie maja na wjazd ,lecz po zbórce wśrod Legionistów udaje sie uzbierać na wejscie. W sumie ze Szczecina przyjechało około 20 kibiców( młodzież). Cała rozmowe z nimi ,odnoście kontaków z Legii z Lechia , mozna sprowadzić do nastepujacego stwierdzenia :” Nic nie ma , zadnej kosy .Wszystko jest o.k. Reszta nas nie obchodzi” (!?) .Na płocie dwie flagi Pogoni : jedna wyjazdowa , druga przybyła wraz z fanami ze Szczecina. Doping idzie zarówno dla Legii ,jak i Pogoni. Co to wiec bedzie 18br. podczas POlska v Hiszpania – nie wiem. ALe jest ,jak jest. [ Odnośnie jeszcze wejscia . To chyba staje sie w Wielkopolsce rodzinne , a idzie dokładnie o kretynizm . O ile jeszcze oddanie pasów do depozytu , czy wykrywacz metali i skrupulatne przeszukiwania ujdą ,to nie wpuszczenie jednego z fanatyków Legii ,za posiadanie … długopisu [cienkopiszacego] ,wydaje sie byc czystym debilizmem. Pióro było znanej marki i kosztowało pewnie troche ,wiec ów fan ,nie miał zamiaru sie go pozbywac … bo „jesli tego nie wyrzucisz , nie wejdziesz” – brzmiały slowa bramkarza z pacanowa. Ale lepsze bylo wyjaśnienie „bo piszecie różne rzeczy na sektorze”. Jak mozna „namalowac” cos na [gruboziarnistym] betonie , cienkopisem ? – to pozostanie słodka tajmenica X. Rane ,co za aafera o nic , gosc chcał nawet oddac długopis do depozytu ,ale nie … bylo o tym mowy. Przyjmuja tylko pasy i plecaki ! Skończyło sie na tym ,ze posiadacz [ tu: kibic ] niebiezpiecznego narzedzia [ tu: długopis ] , został ‚wyproszony’ poza obreb stadionu przez chorego na łeb pacana [tu : bramkarz] . A juz na tak na koniec przynudzania ,to zakonczyło sie to tak ,ze po dziesiecu minutach przebywania poza ‚murami’ obiektu , kibic schował sobie do buta tenze dlugopis i normalnie w zyciu wszedl na sektor. No comment. [ Wracajac do dopingu – trzeba zaznaczyć ze – to od dłuższego czasu jeden z lepszych w wykonaniu stołecznych fanatyków . Jednak nie za bradzo było z kim sie przekrzykiwac. Nie od dzis wiadomo ,ze fani z Wronek do czołowki nie naleza pod tym wzgledem. jedyna innowacja bylo pojawienie sie po przeciwleglej stronie – „młyna” (?!) . Dziwne były równiez nawoływania spikera do głośnego kibicowania przez miejscowych. Jednym z takich „rodzynków” była reakcja spikera na widok unoszacego sie do góry obiektu latajacego „…nooo helikopter juz odleciał ,ale chyba nie kibice Amicy .ŚPIEWAMY ,AMica ,AMica…!!!” :-D. W czasie meczu obok naszego sektoru , ktos wylookał Czarka Kucharskiego (dzień poźniej miał mecz Stomilu na LEchu) . Oczywiście wyrażamy swa aprobate wobec jego postawy w Legii. Koniec spotkania . Po odczekaniu ,az wszyscy opuszcza stadion, ładujemy sie do więzniarek. Na stacji krótkie oczekiwanie i pakujemy sie do pośpiesznego. W Poznaiu jestesmy okolo 21.10 . Na dworcu cisza , znowu brak Lecha ,prewencji minimalna liczba . Idziemy na swoj peron ,zwarci w szyku . Jest nas w sumie zaledwie z 65 [juz bez Pogoniarzy i ekip samochodowych ] . Mamy ze soba co najmniej 4 flagi m.in. „Turystow” ,”Legio kochamy…” i gdy dowiadujemy sie ,ze bedziemy tu musieli poczekać kilka godzin , nie jest za wesoło. Kierownictwo lokalnej koleji jednak miało pomysl na zorganizowanie nam czasu. Mamy zostac gdzies ukryci(?). Idziemy wzdłuż peronu ,az na sam jego koniec. Przechodzimy kilknascie metrów po torach za dworcem i wsiadamy do stojacego „samotnie” jednego wagonu. Wizja iscie alienowska , typowe z archiwum x . Wagon znajduje sie po szerokim mostem , z dala od stacji , w srodku egipskie ciemnosci – nie wiadomo co bedzie dalej , ani kiedy odjezdzamy , ani gdzie w ogole mamy jechac. Pojawiaja sie plotki o trzech przesiadkach (NL) , oraz o dołaczeniu wagonu do pociagu-widmo (!) – ralacji Berlin _ Moskva. [Po godzinie przebywania w panujacej tamze duchocie i skwarze ,zasychaja gardla. W koncu zostaja wypuszczone – po wode – dwusobowe grupki. Jedna z takich par wraca z informacja ,ze „kogos wypatrzyła”. Wzmaga sie czujność w wagonie . Nagle zapalaja swiatlo w przedziałach – co jak sie okaze poźniej ,skutecznie „wystawiło” cała ekipe . Niedaleko mostu pojawiaja sie jakies ‚nie zidentyfikowane” 2 osoby – nie wiadomo czy to sokisci ,czy prewencja … Ale zaraz potem z 2 osob robia sie 4 ,maja w rekach komorki(?) , i atmosfera rosnie. Jest 22.40. SĄ? Po dwoch minutach slyszymy „wuuuuaaaaaaaaaa” – od strony domow(?) sunie z rympalami na nas okolo 45 młodzieżowców Lecha. Ochraniajacy nas wokol wagonu pałkarze zrywaja zelowy, tak ze sie po drodze wywijaja orly . W tym samym czasie u nas „pada” ze 6 szyb. Lech rzuca kamieniami (ha!) , ktorych tu nie brakuje. Lezymy na podłodze(3 osoby lekko pokaleczone szklem),ale zaraz po tym podnosza sie krzyki „WYBIJAMY SIE DO NICH !”. Jednak akcja Lecha jest zbyt krotka(ze 3min.) , a drzwi tez zablokowane. Polizei szybko zwarla szyki – posciagali posiłki z calego dworca – i sytuacja jest juz odwrotna. Złapali ze 2 czy 3 hools Leszka. Ich widok, prowadzonych przez niebieskich ,sprawia ze nasz cały wagon sie kotłuje . Wszyscy jada z „zostaw KIBICA…” oraz „Zawsze i wszedzie…” – echo (pod mostem) jest takie ,ze … rozlega sie na całaaaa okolice . W przedziałach leca [wybite] szyby , hool’s chca wyskakiwac ,1 „frytkownica” frunie przez okno, wrzask ,wagon prawie sie buja i cały czas wszyscy „zostaw kibica ….” . No to awantura. Prewencja podbiega pod wszystkie okna i … ida w ruch 75’tki z dala czekaja z winchesterami na odstrzal . Wpadaja tez do wagonu ,jak antyterrorysci i zaczyna sie młócka. W korytarzu kociol ,szarpanina na calego . Nagle czuc fetor z palacej sie gumy !!! Pali sie wagon ??? Lech podlozyl ogien ? Sprawdzane wselkie zakamarki wewnatrz i poza . Po malym zamieszaniu , jednak ustaje . Robi sie spokojniej . Po wszystkim. Jednak czujnosc wzmozona. Oczekujemy na podstawienie do pociagu jeszcze z 40min. – jednak juz bez takich ‚wrazen’. Lech zaniechal dalszych prob ataku . Komentarz do calej akcji byl krotki : mieli szczescie ze nie starali sie wejsc do wagonu ,a my mielismy szczescie ze nie byla to ekipa chocby U. [ Gdzies o 2.30 meldujemy sie na Centralnej. A juz w ta niedziele ,do Wawy przyjezdza na ligowe spotkanie nie kto inny jak … Lech.

———————- Inne relacje ———————-

Mecz Polska kontra Serbia i Czarnogóra w Płocku, rok bodajże 2004 lub 2005. Zbieramy się w lesie w wytyczonym pukncie, łącznie jakieś 160 osób, najwięcej jest Lechii. Grupą ŚWL jedziemy do Płocka. Naszym celem tego dnia była zdecydowanie Legia plus jej kompani. Po cichu liczylismy też na Widzew. Nie wiem jak nam się to udało ale taką kawalkadą samochodów docieramy pob stadion niepostrzeżeni. Parkujemy samochody w blokowisku zaraz obok stadionu. Było widać stamtąd oświetlenie stadionu. Nie mieliśmy żadnej czujki na stadionie więc idziemy w ciemno przekonani, że na stadionie jest Legia. Między nami wybuchła kłótnia o sprzęt. Część chciała go koniecznie wziąć w ramach asekuracji, część wolała zostawić, gdyż wtedy już zrobiła się na kibiców duża nagonka i psy podchodziły o wiele ostrzej i zaczynały się już problemy. Postanowiliśmy zostawić sprzęt i nauczki z przeszłości poszły w otchłań. Byliśmy sporą i mocną grupą więc stwierdziliśmy, że chcemy być fair i pizgamy się na łapy. Wykluczylismy tym też często wcześniej zaistniały fakt, że jakaś jedna nerwowa głowa użyje sprzętu i zepsuje nam znowu reputację. W samochodach zostawiamy rury metalowe, race, kije i idziemy w stronę stadionu. Lechia na lewo, Wisła na prawo, a Śląsk po środku. Widać w pobliżu radiowozy ale widząc prawie 200 bandy przyglądają się nam tylko z bezpiecznej odległości. Podchodzimy do jakiejś bocznej bramy wejściowej przy której stoją dwaj kowboje z ochrony. Jeden dostaje ciężkie KO a drugi widząc to interweniuje, czyli wypierdala jak najdalej. Wbijamy jak się okazało od strony trybuny głównej i idziemy w jej kierunku. Na trybunach widać piknik ( wtedy na meczach kadry to był naprawdę niespotykany klimat) nje widać żadnych flag Legii. Nagle widać, że z drugiej strony biegnie na nas jakąś grupka. Może z 50 osób max. Ruszamy w ich stronę z przekonaniem, że się po nich przebiegniemy. W Płocku wygląda to tak, że za jedną bramką jest takie wąskie przejście i dużo płotów. To tam nastąpiło spotkanie. Mi osobiście ciężko było się przebić na przód naszej grupy i byłem zdziwiony dlaczego nasz przód tak spowalnia obroty. W końcu udało mi się przepchać na sam przód i to był ten moment gdy przeciwnicy stali 10 metrów od nas, niektórzy mieli po dwa noże kuchenne do krojenia chleba ( 30 – 40 cm ostrza ) i nimi wymachują. Zauważyli nasze rozechwianie i zatrzymali i idą za ciosem i robią nabieg. Zaliczyliśmy plecy na jakieś 15-20 metrów, rozpierdalamy stoisko z gadżetami, ktoś wyrywa z jego zadaszenia kijki, które by nie zrobiły krzywdy dzieciakowi i mamy jedną ławkę i ruszamy. Teraz oni się zrywają do miejsca gdzie się zaczęliśmy ganiać. Nas sprzęt jednak krzywdy żadnej im nie może zrobić więc atakują ponownie. W trzecim starciu sporo osób wyłapało sprzętem. Na szczęście były to noże długie ale z cienką stalą i nie wbijały się w kurtki czy bluzy tylko się wyginały i powodowały rany cięte a nie kłute. Od nas jedna nerwowa głowa przemyca mały nożyk i dziabie nim jakiegoś intruza ( szkoda w tej sytuacji, że nie było 20 takich osobników bo byśmy ten dym odratowali ). Pomiędzy nas wpada oddział w kaskach, mamy jeszcze możliwość zlapania kilkunastu przeciwników ale w zaistniałej sytuacji chcemy aby się zerwali. Idziemy na ostatni sektor trybuny glownej, zamykają za nami bramę i nas otaczają. Jeden chłopak traci przytomność a jego twarz była identycznych barw jak herb Lechii. Widzimy ogrom ran, około 10 osób dzgnietych, niektórzy po twarzy. Na szczęście nie są to groźne i głębokie rany. Przeciwnicy to grupa Górnika, Petry i Kks Kalisz. Oczywiście puścili w kraj farmazon, że mieliśmy pełen sprzęt itp co jest kompletnym farmazonem i widać to na ujęciach. Poza kilkoma drzewcami i ławką nie mamy nic. Osobiście żałuję, że wszyscy nie zachowali się tak jak ten jeden pomysłowy dobromir i przemycili sprzęt na stadion. W pobliskich blokach przy furach czekamy na typa ze szpitala, który leżał obok typa z Petry, który właśnie dostał od dobromira. Kontaktujemy się z tą honorową koalicją i proponujemy spotkanie poza miastem. Wymigali się z tego i dobrze bo stała by się ogromna tragedia i pewnie do dziś niektórzy z nas by siedzieli w kryminałach. Było to na zbyt świeże i gorące i emocje i wkurwienie samych na siebie sięgało zenitu. Przysięgamy sobie zemste w taki sam sposób i rozjezdzamy się do domów szczęśliwi, że nikomu nic poważnego się nie stało.

ŁKS – Lech Poznań 2000r.

Opis wydarzeń z tego dnia prezentuje kibic GKS-u Tychy: Wyjeżdżamy w piątek w 7 osób. droga bez przygód. W Piotrkowie wchodzi bojówka ŁKS-u – 45 osób. Z tego co mówił koleś z ŁKS-u, to mówił on widzewiakom, że my będziemy jechać tym pociągiem, że by się ustawili na Łódź Widzew, bo ŁKS też będzie. Niestety nie było ich – bali się, ale co się odwlecze to nie uciecze, o tym później.
Po przyjeździe jedziemy na Retkinię zlać jakiś gości do 2 pijalek, ale nikogo nie było. Rano, 3 godziny przed meczem, pod stadionem zbierała się bojówka ŁKS-u, na wypadek gdyby jeździła ekipa samochodowa Lecha, ale ich nie było.
Pyry przyjechały pociągiem specjalnym w sile ok.800. gdy wjechał pociąg z pod kas poleciało w niego trochę kamieni, wybito 7 szyb. Później na peronie psy zaczęły katować gościa chyba z Lecha (ale mógł to być również ktoś z Łodzi), jakieś 40 osób rusza by go odbić, dalej już wszystko działo się bardzo szybko. Zaatakowani są policjanci, jeden dostaje kosą, siekierą, cegłą po głowie itp. Rannych 2 psów, 1 z ŁKS-u zwijają. Było zajebiście, a gliniarz nie podnosił się przez ok.20 minut i go odwieźli. Siekierze i nożowi leżącym na ziemi robiono zdjęcia z numerkami, jak przy zabójstwie. Myśleliśmy, że go zabiliśmy, no szkoda może kiedy indziej.
Na meczu obecnych było ok.16-20 fanów z Tychów, 2 z Resovii, 1 z Zawiszy. Lech bez flag, a szkoda bo eŁKaeSiacy chcieli wziąć odwet za poprzednią rundę. Pod koniec pierwszej połowy ok.200, może więcej osób, wychodzi ze stadionu, ktoś widział Lecha, trochę pobiegaliśmy, ale ich nie było. Ruszamy w stronę policji, gdzie mogła by być grupka Lecha. Następuje starcie z policją, która cofa się do wejścia na Galerę. Gdy doszła antyterrorka z pistoletami musimy się zabarykadować plastikowymi kiblami. Przez cały czas lecą na psy kamienie, różne przedmioty, również z Galery. Psy otwierają ogień, ktoś z ŁKS-u dostaje gumową, ale dobrze, że w klatę. Później dowódca każe się cofnąć „chodźcie stąd, bo się nigdy nie uspokoi” słowa te słyszał 1 koleś z ŁKS-u, stojący obok psów był bez barw. W czasie naszego dymu Lech bluzgał na policję.
Zaraz po tym Lech wywiesza flagę ŁKS-u „Crazy Cannibals”, od razu próbujemy ją odbić, ale przeszkadzają psy i ochrona. Na piesków lecą kamienie itp. W miarę szybko się uspokaja.
Do końca meczu spokój, tylko Lech się wyzywał z trybuną i porzucali jeszcze kamieniami. Po meczu podobno coś się działo i zwinięto 60 osób, ale nic o tym nie wiem, bo mnie tam nie było.
Po tym z fanami ŁKS-u i 2 z Resovii idziemy na pizzę i browary. Piliśmy i gadaliśmy przez całą noc. O piątej rano odwozimy kolesia z Resovii na Fabryczny, a drugi jeszcze zostaje w Łodzi. Później na dworcu pojawiają się fani z Łodzi odprowadzający gości z Tychów na ten pociąg.
Od nich dowiedziałem się, że ŁKS ustawił się w sobotę w nocy na Widzew wracający z Radzionkowa. Widzewa jakieś 4 dychy, ŁKS-u ok.20 w tym 2 z Tychów. Pejsy są masakrowane. Akcja była na dworcu Łódź Widzew. U ŁKS-u chyba tylko 2 lekko rozwalone głowy, chyba od kamieni.
Nas rannym pociągiem jedzie 9, droga do Tychów spokojna.

Częstochowa 1980, Finał Pucharu Polski, LECH POZNAŃ- Legia Warszawa

Relacja 19-letniego wówczas kibola Kolejorza:
Na mecze Lecha chodziłem od dawna, więc nie wyobrażałem sobie, by miało mnie zabraknąć w Częstochowie. Nauczyciel gorąco prosił, bym nie jechał, bo to niebezpieczne , Ani mi było w głowie go posłuchać. Byłem hardy. „Jeżeli pan się boisz to nie jedź pan. Ja jadę!” – powiedziałem zdecydowanie. W podróż udaliśmy się z kolegą pociągiem, tylko we dwóch. Byliśmy już blisko Częstochowy, gdy dowiedzieliśmy się od konduktora, że tamtejszy dworzec został opanowany przez warszawiaków czekających na przyjazd kibiców Lecha. Nie zamierzaliśmy dać się zabić, wyskoczyliśmy, gdy pociąg zwolnił przed dworcem. Informacje kanara potwierdziły się. Aż roiło się tam od Legionistów. Szliśmy w kierunku Częstochowy. Gdy znaleźliśmy się na wiadukcie nad torami kolejowymi, zobaczyliśmy z daleka zmierzającą w naszym kierunku 200 osobową grupę kibiców Legii. Kolega namawiał mnie, byśmy zaczęli wiać, choć akcesoriów kibicowskich w ręku nie mieliśmy. W plecaku miałem zwiniętą flagę i szalik kolegi. A ja mówię: „Nie będziemy uciekać, bo i tak nas złapią, a wtedy nie mamy szans wyjść z tego cało”. Postanowiliśmy zmierzać twardo na spotkanie z Legionistami, to była nasza jedyna szansa. Minęliśmy ich bez problemów i odetchnęliśmy z ulgą. Nienawidziliśmy wtedy warszawiaków jeszcze bardziej niż zawsze. Poszliśmy w kierunku klasztoru jasnogórskiego, W parku na wałach spotkaliśmy naszych, kibiców Lecha. Zebrała się nas dość spora grupa, przybywali coraz to nowi. Wpadliśmy na pomysł, by ruszyć na dworzec gdzie miał przyjechać specjalny pociąg z naszymi. Po drodze stoczyliśmy kilka bójek z kibicami Legii, goniliśmy się z nimi po ulicach. W centrum Częstochowy nie było tego dnia bezpiecznie choć mieszkańcom nic nie groziło, o ile nie opowiadali się się za Poznaniem albo Warszawą. Na dworcu Legionistów już nie było, aż pociągu z Poznania wysypało się z rykiem kilka tysięcy osób. Wspólnie, wielką grupą ruszyliśmy na stadion. To był żużlowy obiekt Włókniarza Częstochowa, dość dziwny, bo jedną trybunę miał bardzo wysoką, a drugą o wiele mniejszą. Wszyscy mieliśmy bilety na mecz kupione jeszcze w Poznaniu, niektórzy od razu z biletem na banę. Nie chcieliśmy przeciskać się przez wąskie wejście, więc wyłamaliśmy bramę i w ten sposób kilka tysięcy osób znalazło się na stadionie. Czekała na nas niespodzianka, najlepsze miejsca były już zajęte przez kibiców Legi. Ktoś z tłumu rzucił hasło: „Wywalimy stąd tych gnojów!” Rzuciliśmy się na nich. Próbowali stawiać opór, doszło do zaciętej bitwy na pięści i wyrwane ławki, na kije od flag, butelki. Warszawiacy nie mieli z nami szans. Jeden długo próbował stawiać opór, wywijając nad głową oberwaną drewnianą ławką, ale w końcu musiał ulec. Wszyscy kibice Legii uciekli ze stadionu. Cały należał do nas, mogliśmy sobie wybierać miejsca, Nas było z resztą więcej, o dobre kilka tysięcy, więc legioniści nie mieli z nami żadnych szans. Prawdopodobnie przyjechało nas mniej więcej 10 tys. osób z Poznania. Mieszkańców Częstochowy na stadionie było niewielu. Poznaniaków wpierała grupa zaprzyjaźnionych z nami kibiców Polonii bytom i Odry Opole. Warszawiaków, kibice Zagłębia Sosnowiec. Legioniści znaleźli się poza stadionem, ale nie odpuścili. Po jakimś czasie wrócili, by rzucać w nas kamieniami, a my te kamienie odrzucaliśmy w ich kierunku. Pamiętam, że jeden stojący obok mnie człowiek dostał w głowę. Padł i zalał się krwią owinął sobie potem głowę jakąś szmatą i dalej rzucał w kierunku Legionistów. Między jedną, a drugą grupą kibiców znajdowała się trybuna honorowa. Ludzie tam przebywający opowiadali o przelatujących nad ich głowami kamieniami i butelkami. Część tych „pocisków” spadła na trybunę honorową. Kilka osób ucierpiało, polała się krew. Wreszcie Wreszcie obie strony uznały, że dalsza walka na kamienie nie ma sensu. Trochę się na stadionie uspokoiło. Przy okazji ścigania kibiców Legii doszło do starć także z tymi porządkowymi, którzy nie zdążyli wcześniej uciec. Byli ciężko przestraszeni i rozpierzchli się, a wtedy na stadion wtargnęli następni kibice. Niemal wszyscy na stadionie i w okolicach byli pijani. Pod nogami widzów z wyższych rzędów do niższych turlały się puste butelki. Na samym dole, wzdłuż trybuny, leżały ich całe stosy. Wszystko to działo się na długo przed rozpoczęciem finałowego pojedynku. A potem był już mecz Bardzo przykry mecz. Ledwo się rozpoczął, a już wysoko przegrywaliśmy. W przerwie wielu z nas zdegustowanych tym, co się dzieje na boisku, poszło sobie ze stadionu. Do Poznania dotarliśmy bezpiecznie, a tam już czekały na nas informacje o tym co się działo w Częstochowie, o rozlewie krwi na dużą skalę, op rannych i poległych. Moja biedna matka przestraszyła się nie na żarty, ale ulżyło jej, gdy mnie zobaczyła całego i zdrowego.

„Wyjazd z cyklu – piękne lata 90te” okiem kibica Wisłoki Dębica.

Avia Świdnik – WISŁOKA 1994 VIII 27
Dla mnie ten wyjazd zaczął się już dzien wcześniej, gdy udałem sie na jedno z osiedli KSW gdzie planowalismy alkoholizację. Jest nas kilkoro i pijemy całą noc, nad ranem gdy jeszcze było ciemno udajemy się na dworzec PKP. Tam dołącza jeszcze parę osób i razem jest nas 9u 🙂 Wsiadamy w osobówke relacji Dębica – Stalowa Wola Rozwadów. Ekipa choć niewielka jednak była dosyć mocna a przede wszystkim rządna przygód. Jako ciekawostkę (na tamte lata) podam że wszyscy z wyjątkiem jednej osoby mamy na sobie różnokolorowe fleyersy co od razu wyróżnia nas z otoczenia. Wiedzieliśmy że tego dnia w Mielcu gra Widzew toteż spodziewaliśmy się jakieś atrakcji. Tym bardziej że dociera tam niewiele pociągów więc piersi „goście” mogli się już zameldować. Gdy dojeżdżamy zaczyna świtać, na szybkiego parę osób penetruje stacje PKP celem wytropienia pierwszych Widzewiaków. Nie mylimy sie bo na malutkiej poczekalni są jakieś podejrzane osoby. Pada szybkie pytanie „skąd ?” (Zgierz) serwujemy im mały oklep i wracamy do pociągu który właśnie w tym momencie ruszał. Niektórzy z nas ledwo zdążyli bo pociąg już ruszył a wsiadali w jego biegu, przy czym w tamtych rejonach osiąga bardzo daremną prędkość :). Następnie w przedziale plaskacze wyłapuje jakiś długowłosy mieszkaniec Tarnobrzega który po wysiadce w tymże mieście rzuca w nas kamieniem. Oczywiście nie trafia. Jedziemy dalej, cel naszej pierwszej przesiadki zbliżał sie nieuchronnie a była nią Stalowa Wola – Rozwadów. Przypuszczaliśmy że na tej podmiejskiej stacji także spotkamy Widzewiaków tyle że większej ilość. W tym celu chowamy szale i udajemy sie w pobliżu Rynku do sklepu aby zakupić coś do jedzenia. Mamy przesiadkę 40 minut. Idąc do wspomnianego sklepu z dala widzimy dwie osoby z plecakami i we flekach. Wcześniej obiecaliśmy jednemu z nas który go nie miał że mu załatwimy :). Dwóch naszych widząc ich pośpiesznie przemieszcza się w tamtym kierunku. Pada w sumie już mało ważne pytanie (chodziło fleka) „skąd jesteście””. Ci niezbyt skrępowani odpowiadają że Żyrardów więc było już jasne że tu też jest Widzew. Nasi widząc z kim mają do czynienia odpuszczają sprawę fleka i przeszukują ich znajdując szal Widzewa. Reszta naszych właśnie dochodziła już do całej grupy. Wtem ci dwaj drą się „biją naszych” po czym obok zza rogu wybiega ok. 40-60u z Widzewa. Widząc to nasi szybko targają jeszcze plecak i uciekamy na PKP. Dzieli nas jakieś 80 metrów, wiemy też że kolejny pociąg mamy za jakieś 15 minut i jesteśmy w nie najlepszej sytuacji a do stacji było jakieś 400m. Za zakrętem tracimy ich ze wzroku. Postanawiamy jednak zaryzykować i schronić się w naszym pociągu który za niedługo miał odjazd a był to pociąg osobowy do Lublina. Na szybkiego zbieramy w przedziale stertę kamieni zaglądając czy nie przetrząsają dworca. Na nasze szczęście nie widzieli kim jesteśmy stąd też pewno nie przeszukali PKP oraz pociągów. Przed odjazdem zjawia się kanar i każe nam uprzątnąć to fure kamieni co też czynimy widząc jego znak który też przyczynia się do ruszenia. Z ulgą przystępujemy do sprawdzenia plecaku a w nim oprócz szala ŁKSu, kanapek i pornusa 🙂 znajdujemy flagę i to nie byle jaką. Bo sztandarowego fan clubu z Widzewa „WARSZAWA” (pisaną gotykiem). Zadowoleni z takiego łupu rozpościeramy ją z dumą na chwilę w przedziale po czym wyjmujemy własne szale. Nie daleko za Stalową Wolą nasz pociąg dosyć długo stał na stacji Lipa toteż wychodzimy na peron i orientujemy sie w sytuacji. Jak widzimy nasz pociąg puszcza jakiś inny jadący bardzo powoli w strone przeciwległą. Okazał się nim pośpiech dokładnie obcinamy pasażerów wychylających się z okien jednak nie widzimy nic szczególnego. Jednak gdy jeden z przedziałów minął nas w bezpiecznej odległosci wyłaniają sie do okien ludki (ok. 20u) i śpiewają „Polonia Warszawa”. Tego dnia w Tarnobrzegu Siarka grała z nimi mecz u siebie). My w tym momencie z delikatnym śmiechem na twarzy wtórujemy „Wisłoka Dębica”. Najwyrażniej widzieli nas z daleko i pochowali się nie mając pojęcia z kim maja do czynienia, a postanowili ujawnić sie w bezpiecznej odległosci. Przypomnijmy że pociąg był pośpieszny i nie stawał na tej stacyjce. Ruszamy dalej, po czym kanar informuje wszystkich pasażerów o przymusowej wysiadce (miejscowość Wilkołazy). Nieco zdezorientowani robimy to co reszta i wsiadamy do autokaru który wiezie nas jakieś 5 km i wsiadamy do innej osobówki. Tak więc kontynuujemy naszą podróż do Lublina. Po dotarciu do celu chowamy barwy i kręcimy się przed dworcem. Mamy pół godziny do odjazdu do Świdnika. W tym momencie nie zauważamy jakiś podejrzanych osób choć niektórzy nas trochę przycinali widząc u jednego przypinkę. Wsiadamy w osobowy i jedziemy dalej wysiadając na stacji Świdnik – Miasto. Po wyjściu idziemy sobie na miasto celem spożycia czegoś ciepłego bo do meczu było dobrych kilka godzin. Ponieważ zrobiło się na dworze gorąco zdecydowanie wzbudzaliśmy zainteresowani poubierani w kurtki (fleki). Czujemy sie tak pewnie że wyciągamy sobie także szale. Rozbawiła nas jedna z kobiet którą zagadnęliśmy mówiąca śpiewającym akcentem. Poinformowała nas że nic takiego tu nie znajdziemy. Nieco zniesmaczeni z nieudanej próby znalezienia knajpy idziemy na stadion. Koło PKP mijamy gościa który na pewno był kibicem jednak go nie ruszamy, sam też mocno nas obciął. Wchodzimy przez siatkę na obiekt i cieszymy się z wyśmienitej pogody.. ciepło, słońce. Murawa wydała sie dobrym miejscem na leżakowanie, toteż wyciągamy flage Widzewa na posłanie i leżmy sobie na niej. Inni kręcą sie po obiekcie szukając ewentualnych przedłużaczy gdyby miejscowi zechcieli nas zaszczycić swoją obecnością. Wchodzimy także na wieżyczkę zegarową jednak cisza i spokój więc odpoczywamy po trudach podróży. Jednak nie trwa to zbyt długo bo z budynku wyskakuje dziadek który drze się do nas abyśmy opuścili obiekt, oczywiście zlewamy go i nic nie robimy. Wtem zza budynku wybiega na nas wilczur który wyrażnie ma zgoła odmienne zdanie do naszego wypoczynku. Dodatkowo dziadek szczuje go na nas więc nie pozostało nam nic innego jak opuścić obiekt. Ostatni którzy przeskakiwali płot ledwo uszyli z życiem od paszczy wściekłego zwierzęcia które gnało na nas większą długośc murawy. Obchodzimy obiekt i sadowimy sie obok na trawie. Jak sie okazuje jest to rozległy teren lotniska. Z niedużej odległości widzimy także że odbywa się tam jakiś festyn a i na niebie latały różne samoloty robiąc akrobacje. Przechodzili koło nas różni ludzie, w tym wyglądający na kibiców ale nic sie nie dzieje. W taki sposób mija nam 1,5 godziny i idziemy pod główną bramę gdzie próbujemy wejść. Do meczu jest ponad godzinę, przyjeżdżają nasi piłkarze których witamy. Dojeżdża też 5 osób samochodem z flagą. Kupujemy bilety i wchodzimy na stadion. Podchodzi do nas policja i prowadzi na nasz sektor (nie było tam klatki). Jest nas razem 14u dobrego młodzieżowego składu. Miejscowi podeszli niedaleko nas aby sie troche pogapić. Ponieważ humory nam dopisywały nad wyraz trochę poszydziliśmy z nich, a dokładnie mówiąc pękaliśmy ze śmiechu. Szczególnie że ich szef wyglądał jak wypisz wymaluj „Muminek”. Naprędce dostaje też od nas taka ksywę. Ponieważ po pewnym czasie nie mamy już sił się z nich śmiać, Muminek dostaje konstruktywne pytanie: „po co tu przyszliście” – ten nic więc dostaje odpowiedz: „no to wypierd…”. Najwyrażniej na tyle ich to poruszyło że odeszli na swój sektor. Po pewnym czasie utworzyli jakiś 70 osobowy młyn z paroma niewielkimi flagami. My wieszamy swoją oraz flage Widzewa do góry nogami. Miejscowi po raz kolejny pokazali że są niezbyt ogarniętą ekipą bluzgając na Widzew po czym im klaszczemy mówiąc aby zobaczyli że wisi do góry kołami. Na meczu prawie nie robimy dopingu raz na jakiś czas sie odzywając. Pod sam koniec meczu czego się spodziewaliśmy miejscowi chcieli chyba na nas zrobić wrażenie jednak zupełnie się im nie udało. Otóż po końcowym gwizdku Muminek przeskakuje malutki płotek i zachęca resztą aby na nas ruszyli (dzieli nas murawa tyle że pod kątem). Cała „akcja” Avii była zwykłą popisówka bo skończyło sie tylko na „dobrych chęciach”. Oczywiście nie zrobiło to na nas zbytniego wrażenia bo ekipe mieli bardzo słabą a i tego dnia już niewiele mogło nas przestraszyć. Dodajmy ze policji było kilku i stali nieopodal nas. Po meczu spokojnie podchodzimy pod klub gdzie wsiadamy do autokaru piłkarzy a nasz samochód odjeżdża. Miejscowi także się zawijają i nie zaszczycają nas swoim humorystycznym usposobieniem. Po drodze zatrzymujemy sie jeszcze na niecałą godzinę w Biłgoraju chodząc w szalach po okolicy jednak bez atrakcji. Ogólnie rzecz biorąc wyjazd bardzo owocny i obfitujący w masę atrakcji…


Comments are closed.

Back to Top ↑

frivfrivfriv